30.03.2016

Niekiedy...



 Hodowla królików, to nie sama radość...
Straty, choć wliczone, zawsze przeżywam emocjonalnie - cały jeden miot /ok 7 szt/ został porwany przez ufo.
Sąsiedzi bezskutecznie borykali się z przeganianiem łaski, no to ją za to obwiniam.
Serce mi pękało na widok zrozpaczonej matki...
Drugi miot chowa się natomiast wspaniale. Syn zauroczony maluchami próbował je fotografować, ale małe dzikuski zbiły się w jedną kulkę - nie są przyzwyczajone do odwiedzin obcych. Mnie tolerują i nawet chcą się pieszczochać.





 Dla wnuków, które zawsze bardzo pragną  czochrać maluchy, wydziergałam króliczki zastępcze :)

21.03.2016

Na sianeczku.

Wiosna ruszyła z impetem ! Ulewne deszcze dobrze zrobią wysuszonej po bezśnieżnej zimie ziemi i wschodzącym roślinom. Temperatura cały czas powyżej pięciu stopni, też dobrze wpływa na krajobraz.
Kury niosą jajka na wyścigi, jakby wiedziały, że jajkowe święta tuż tuż.
A w stajni wiosenny miot króliczków :) 

Dziergam dużą rzecz, trochę to potrwa...

11.03.2016

Na styku

Tak sobie myślę, że o śmierci można rozmawiać, jest częścią życia.
 Jeżeli odchodzi najbliższa osoba, a może znajomy, ktoś kto miał wpływ na nasze życie, to pozostaje jakaś pustka, taki żal do Boga, że już nigdy tej osoby nie zobaczymy, nie usłyszymy jej głosu i serce nam chce pęknąć...
To takie troszkę egoistyczne podejście.
 Bo zastanówmy się, jeżeli osoba, która straciliśmy była cierpiąca, a może zbyt aktywna  w życiu i takie dogorywanie, niemoc i bezsilność wobec starzejącego się ciała, mogło być katorgą, wtedy śmierć jest wybawieniem.
ps. Przepraszam, za ten post.
 Moja przyjaciółka cierpi po stracie ukochanego męża. To opaska na głowę, która dla niej zrobiłam.

06.03.2016

SŁONECZNIKI

No tak, "słoneczniki, albo zdechły fikus" - tak powinien brzmieć tytuł tego posta. 
Historia wielkiej donicy, która wypełniona jest ziemią i wystaje z niej suchy kikut jest taka :
wyjechałam do Irlandii na prawie 2 miesiące zeszłego roku. 
Na gospodarstwie zostawiłam moją osiemdziesięciodwuletnią mamę - dała radę, wszystko super ogarniała / JESTEM Z NIEJ DUMNA !!!
Ponieważ były straszne upały, dla jej bezpieczeństwa zaproponowałam, żeby w dzień były okna zasłonięte, wtedy mieszkanie nie nagrzewa tak bardzo. No i fajnie !!! Tylko kwiatki zdechły papirus i wielki fikus po przejściach /dostałam go od sąsiadki, po wielokrotnym przemrożeniu, udanej reanimacji przeze mnie :( 
Papirusy jeszcze zdołałam  rozmnożyć z obciętych, usychających pędów, ale fikus zdechł !

 Tak wyglądał przed śmiercią:


A donica ze słonecznikami będzie stała przed domem koło ławeczki:


Mam nadzieję, że miło będzie pić poranną kawkę w promieniach wschodzącego słońca...
:)